BIO

Jestem aktorką teatralną, filmową i performerką. 

Interesuje mnie w Sztuce proces tworzenia i doświadczania na sobie różnych stanów i zjawisk, wyrażanie się porzez słowo i ruch, performowanie, improwizowanie, proces kreacji. 

W 2004 roku rozpoczęłam naukę w Państwowym Studium Aktorskim im. A. Sewruka przy Teatrze im. S. Jaracza w Olsztynie, gdzie zaczęłam grać w spektaklach teatralnych. Po studiach dostałam angaż w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym im. J. Słowackiego w Koszalinie.

Od 2012 zaczęłam współpracę: m. in. z Teatrem Nowym w Łodzi, Teatrem Łaźnia Nowa w Krakowie,  Teatrem Nowym Proxima w Krakowie, Teatrem im. A. Mickiewicza w Częstochowie czy Akademią Teatralną im. A. Zelwerowicza w Warszawie. Od 2014 roku mieszkam w Warszawie. Mam na swoim koncie kilkadziesiąt ról teatralnych i filmowych.

Adres do kontaktu: aleksandrapadzikowska@gmail.com 

 

 

Wywiad dla Mariola Marcinkova:

Wulkan pozytywnej energii. Zawsze uśmiechnięta. Aktorka, która bez Teatru nie wyobraża sobie życia. Zakochana w Meksyku, tamtejszej kuchni i starym kinie. 
 
Opowiada o kulisach pracy nad spektaklem „Powstanie” i o zmianach, które pod wpływem spektaklu zaszły w jej życiu. 
 
„Najbardziej cieszy mnie pójście za tym, co nas woła i realizacja swoich marzeń” – mówi. 
 
Wiele jest zawodów na „A”. (Śmiech.) Co spowodowało, że wybrałaś aktorstwo? To trudny, a czasami nawet niepewny zawód…
 
Tak, to prawda, ale każdy się rodzi z jakimś potencjałem, ja urodziłam się Artystką. To, co jest nam pisane, w pewnym momencie da o sobie znać.  Od zawsze ciągnęło mnie do Teatru, nigdy tej miłości nie odpuściłam. 
 
Aktorstwo odkryłam w szkole podstawowej, kiedy to na konkursach recytowałam wiersze.  
 
Można zatem powiedzieć, że już od najmłodszych lat przejawiałaś zainteresowanie sceną, lubiłaś się przebierać i wcielać w różne postaci. 
 
Tak,  już od dziecka chodziłam na spektakle do Teatru Muzycznego w Gdyni, czy do Teatru Wybrzeże. Przeżywałam dosłownie każdy spektakl. 
 
Fot. Marek Zimakiewicz
 
Rola w Teatrze jest większym wyzwaniem dla aktora, niż występ przed kamerą? Podobno Teatr jest idealną przestrzenią na improwizację. Często improwizujesz?
 
Bardzo często improwizuję. Działam w zespole, gdzie reżyserką jest  Marta Malinowska. Jej spektakle są bardzo performatywne. Performatyka ma w swoim założeniu bardzo dużo improwizacji. To najgłębszy wymiar Teatru, ponieważ bez improwizacji Teatr w ogóle jest techniczny, pusty, mniej duchowy. Tak to rozumiem. 
 
Która z dotychczasowych ról teatralnych okazała się dla Ciebie najważniejsza i dlaczego?
 
Tak, to moja rola w spektaklu „Powstanie”, który gramy w Teatrze Nowym Proxima w Krakowie. 
 
Ta praca bardzo mnie zmieniła. Przez trzy miesiące odwiedzałyśmy Hospicjum Caritas na Nowym Świecie. Przebywaliśmy z ludźmi, którzy są w stanie agonalnym. To bardzo specyficzna przestrzeń. 
 
Spotkania trudne emocjonalnie…
 
Bardzo. Spotkanie ze śmiercią. Świadomie, czy nie, ale to rytm każdego człowieka. To rola bardzo trudna, na dzień dzisiejszy dla mnie najważniejsza. To doświadczenie przetransformowało mnie jako człowieka. Na wszystko patrzę inaczej.
 
Co zmieniło się od tego momentu w Twoim życiu?
 
Bardzo wiele. Dojrzałam, wiele się dowiedziałam. Życie polega na zbieraniu doświadczeń. 
 
Po takich spotkaniach inaczej patrzymy na codzienność, uczymy się cieszyć z drobiazgów.  
 
Tak, to prawda. Mam wrażenie, że uczymy się połączenia ze sobą. Wychodząc z Hospicjum miałam wrażenie, że świat ma inną barwę, czy gęstość powietrza. Bycie z człowiekiem jest bardzo ważne, a relacje międzyludzkie są fundademntalne. 
 
 
Fot. ze spektaklu „Powstanie” reż. Marta Malinowska. Teatr Nowy Proxima w Krakowie

W biogramie na Twojej oficjalnej stronie określono Cię  jako „tytan pracy”, dodałabym do tego jeszcze „wulkan pozytywnej energii”. Mam wrażenie, że uśmiech nie schodzi Ci z twarzy. Co  daje Ci w życiu najwięcej siły?

 
Najbardziej cieszy mnie pójście za tym, co nas woła i realizowanie swoich marzeń. Nie zawsze jest to łatwe, ale warto. Zawsze warto. 
 
Uważasz, że każdy dzień może być dobry, bo wszystko zależy tylko od nas? Co jest dla Pani gwarancją udanego dnia?
 
Wszystko nie zależy od nas, ale nasze wybory są po naszej stronie. 
 
Podobno jesteś miłośniczką podróży. Jakie miejsce zachwyciło Cię  ostatnio?
 
Meksyk. 
 
Co tam najbardziej Cię zaskoczyło?
 
To kultura ludzi, którzy mają w sobie wpisaną ogromną prostotę, za którą idzie duchowość. Przejawia się w bezpośredności, w uwielbieniu życia poprzez kolory i muzykę. Bieda to tylko status społeczny, który nie ma wpływu na to, jak traktują życie. Zawsze żyją pełnią życia. Zachwyciły mnie meksykańskie groby, które wyglądają jak pałacyki. Im to dopiero uśmiech nie schodzi z twarzy, to niesamowici ludzie. 
 
Podróż marzeń Aleksandry Padzikowskiej to…
 
Stany Zjednoczone, Rosja.
 
Co najbardziej fascynuje Cię w starym kinie?
 
To zupełnie inny sposób narracji, inne podejście do aktorstwa. Uwielbiam czarno – białe kino.
 
Ulubiony film? Reżyser?
 
Wiele, wielu. Pierwsze trzy filmy które przychodzą mi do głowy to „Wygnanie” Andrieja Zwiagnicewa, Chantal Akerman „Jeanne Dielman, Bulwar Handlowy, 1080 Bruksela” i Francois Ozon „Czas, który pozostał” 
 
Najbliższe plany. 
 
Jestem w tak przełomowym momencie, że dzień do dnia jest niepodobny. Dużo się dzieje. Chciałabym realizować projekty które będą mnie cieszyły i wzbogacały, życzę sobie wielu projektów performatywnych.